Handel zagraniczny bardzo mocno różni się od prowadzenia interesów tylko na własnym podwórku. Może i żyjemy w zglobalizowanym świecie jednak nawet na łonie Zjednoczonej Europy zdarzają się bardzo różne sytuacje, które całkowicie niszczą inicjatywy biznesowe. Przypomina się zawsze przykład producenta samochodów, który wszedł hucznie na hiszpański rynek samochodów modelem o nazwie „niva” co w języku hiszpańskim oznacza „nie jedzie”. Jak łatwo przewidzieć, interes skończył się totalną klapą. Problem polegał na niedostatecznym rozpoznaniu rynku i kiedy planujemy zajmować się handlem zagranicznym, koniecznie musimy zadbać o to by nie urazić lub zniechęcić żaden sposób miejscowych klientów.
W naszym kraju określenie republika bananowa ma bardzo negatywny wydźwięk i jest stosowana wręcz jak obelga. Po części jest w tym racja gdyż początkowo używane one było bardzo dosłownie do określania małych państewek żyjących głównie z handlu bananami. Jak można się domyślać, ich stopień organizacji był raczej mizerny. Niemniej jednak o przynależności do grupy bananowych republik decydują dwa solidne czynniki: handel zagraniczny, w którym eksportuje się głównie surowce a importuje produkty przetworzone oraz autorytarny system polityczny. Jak łatwo zauważyć, w dzisiejszym świecie republik bananowych nie brak i zaliczają się do nich miedzy innymi Rosja i Arabia Saudyjska.
Zazwyczaj kiedy mówimy o cłach to pomstujemy na ich negatywny wpływ czy to na portfele krajowych konsumentów i importerów dóbr inwestycyjnych czy też z drugiej strony na bariery, które napotykają firmy w rozszerzaniu swojej działalności. Można by się spytać całkiem sensownie w takiej sytuacji, dlaczego cła w ogóle istnieją skoro wyrządzają tyle zła? Wbrew pozorom, powody za ich utrzymywaniem w niektórych przypadkach są bardzo solidne.
Dwie największe gospodarki świata, Unia Europejska i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, bardzo protekcjonistycznie działają w handlu międzynarodowym. Teoretycznie obie te organizacje należą do Organizacji Wolnego Handlu ONZ (WTO) ale stosowane przez nie różnego rodzaju bariery są wciąż silne. Nie chodzi nawet o samo cło czy kwoty importowe lecz o dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej czy bardzo szczegółowe specyfikacje towarów i ich procesu produkcji, które trzeba spełniać by móc sprzedawać na tych rynkach. Są to realne bariery dla handlu zagranicznego, które uniemożliwiają krajom rozwijającym wejście na nasze rynki a krajom wyżej rozwiniętym pogarszające wynik finansowy handlu.
Jednym z najważniejszych filarów istnienia Unii Europejskiej jest jej system dopłat bezpośrednich do produkcji żywności dla rolników należących do wspólnoty. Naliczany jest on od hektara upraw i pozwala europejskim rolnikom na zaniżanie cen sprzedaży dużo poniżej poziomu realnej opłacalności. System dopłat rolnych ma ogromne znaczenie dla handlu zagranicznego nie tylko w Europie ale także na całym świecie. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Wysoko rozwinięte państwa zawsze stają przed problemem nieefektywności rolnictwa. Już w XVII wieku Anglicy odkryli, że rozwijające się silnie państwo plutokratyczne (potocznie: oparte na ludności miejskiej) nie jest w stanie zapewnić swoim rolnikom odpowiedniego poziomu życia przy równoczesnym utrzymaniu cen żywności na odpowiednim poziomie. Sytuacja jest prosta – albo producenci sprzedają tanio albo są wypierani przez konkurencję międzynarodową czyli produkty wytwarzane w biednych krajach, gdzie rolnik może żyć na stosunkowo dobrym poziomie zadowalając się niską ceną.
Działające na wolnym rynku (nie idealnym ale zawsze) naszego kraju polskie przedsiębiorstwa prędzej czy później natrafiają na swojego rodzaju szklany sufit, na który składają się cena rynkowa akceptowana przez klientów oraz maksymalna ilość dóbr, którą rynek jest w stanie wchłonąć. Jest to bariera obiektywnie nie do przeskoczenia i musiałyby one albo zmniejszać koszt poniżej realnie możliwego poziomu albo starać się monopolizować rynek i dyktować ceny co jest nielegalne. Wyjściem z tej sytuacji jest poszerzanie rynków zbytu poprzez handel zagraniczny.
Coraz więcej krajów na świecie organizuje się w różnego rodzaju obszary wolnego handlu mamy miedzy innymi obszary NAFTA, ASEAN, w tym kierunku idzie Wspólnota Niepodległych Państw a najdalej posunięta w integracji jest oczywiście Unia Europejska, której część połączona jest unią walutową – najgłębszą obecnie działającą formę szerokiej unii międzynarodowej. Skoro tyle krajów się łączy a procesy są tak głębokie to muszą istnieć silne przesłanki za takimi działaniami. Zidentyfikujmy je.
Niemal zawsze kiedy pojawiają się na naszym kontynencie problemy ekonomiczne wywoływane najróżniejszymi czynnikami, pojawiają się postulaty ochrony rynków przed konkurencją zewnętrzną poprzez ustanawianie kolejnych ceł importowych oraz podnoszenia obecnie już obowiązujących. Ma to w założeniu pozwolić rodzimym producentom na spokojne wyjście z kryzysu przez zablokowanie konkurencji z zewnątrz. Czy jest to jednak dobra droga?
Termin autarkia nie jest ogólnie znany. Nie ma się co dziwić – gospodarek autarkicznych na świecie praktycznie nie ma. Wyjaśnijmy sobie najpierw co to właściwie jest. Gospodarka autarkiczna jest to utopijna wizja (bo w praktyce niemożliwa dziś do wprowadzenia) systemu ekonomicznego, który byłby całkowicie odcięty od wymiany gospodarczej z innymi krajami. Obecnie w tym kierunku pragnie iść Korea Północna lecz z natury rzeczy jej się to nie udaje.